Odwiedza nas 167 gości oraz 0 użytkowników.

Dzikie Bieszczady

2 czerwca klasy V a, VI c i „kawałeczek” VI b wyruszyły na wyprawę w nieznane. No, nie takie do końca nieznane, ponieważ opiekunki miały szczegółowy plan wycieczki, a Kamil mapę Bieszczad w ręce i informacje o odwiedzanych terenach w głowie.

 

Już od Sanoka jechaliśmy pod opieką przewodnika, który szybciutko i na bieżąco dostosowywał program wycieczki do aury. Byliśmy pewni słońca i ciepła, tymczasem już od Tarnowa jechaliśmy w strugach deszczu.

Pierwszym przystankiem był Ośrodek Caritas w Myczkowcach, gdzie było mnóstwo atrakcji. Na początek w Centrum Promocji Obszarów Natura 2000 obejrzeliśmy film, który wprowadził nas w świat bieszczadzkiej, unikalnej fauny i flory; w tym samym miejscu obejrzeliśmy też prawdziwe zwierzęta mieszkające w Bieszczadach (prawdziwe, ale wypreparowane), a pani oprowadzająca nas po tym miejscu opowiedziała wiele niesamowitych historii o życiu zwierząt, np. kruk, który utraci swoją partnerkę, do końca życia pozostaje w samotności i nie wiąże się z innym ptakiem. Następnie w towarzystwie sympatycznego starszego pana obejrzeliśmy ogród biblijny, w którym, przy pomocy roślinności z Bliskiego Wschodu a także budowli, rzeźb, tabliczek, opowiedziana została biblijna historia zbawienia. Już pośród chmur, ale jeszcze bez deszczu, spacerowaliśmy po parku miniatur przebogatym w kopie drewnianych cerkwi, którymi usiany jest bieszczadzki krajobraz.

bieszczady2016_1.JPG - 139.58 KB

Gdy tylko wyszliśmy z parku, kierując się do zwierzyńca, dopadło nas prawdziwe oberwanie chmury. Woda lała się z nieba hektolitrami, każdy skrył się tam gdzie mógł i już po chwili wszyscy wypełniliśmy miejscową kawiarenkę, popijając ciepłą herbatkę. Ulewa uniemożliwiła nam odwiedzenie zwierzyńca i stadniny, ale kiedy deszcz trochę się uspokoił, autokar przewiózł nas nad słynną zaporę solińską. Ogrom wody i świadomość, że to sztuczny zbiornik robiło ogromne wrażenie. Dowiedzieliśmy się, że wody z zapory wystarczyłoby, aby Polskę przykryć jednocentymetrową warstwą. Ponieważ zapora to spora atrakcja turystyczna, tuż obok znajdował się deptak pełen straganów z pamiątkami. Mogliśmy kupić pamiątki sobie i najbliższym, a także spróbować miejscowego sera typu oscypek, który na ciepło z żurawiną smakuje nieziemsko.

Gdy w kieszeniach było już sporo pamiątek, a coraz mniej pieniędzy, wróciliśmy do autokaru i pojechaliśmy najpierw do drewnianej dawnej cerkwi, która dziś jest kościołem rzymskokatolickim.

bieszczady2016_2.JPG - 117.69 KB

Po wysłuchaniu ciekawej historii starej cerkwi, opowiedzianej przez naszego przewodnika, udaliśmy się już prosto do Ośrodka Wypoczynkowego, w którym mieliśmy zakwaterowanie. Po rozpakowaniu się, „zwiedzeniu” pokojów koleżanek i kolegów, smakowite zapachy przywiodły nas na stołówkę, gdzie czekał na nas pyszny obiad i słodki deserek. Tego wieczoru przed nami była jeszcze jedna atrakcja – ognisko. Pieczone kiełbaski, blask ognia, przystań z łódeczkami, las, góry, śpiew… czego więcej chcieć? Chyba tylko ciepłego łóżeczka.

bieszczady2016_3.jpg - 77.17 KB

Dzieci były tak zmęczone, że cisza nocna zaczęła się faktycznie zgodnie z planem, tuż po 22.00. Rano spakowaliśmy się, zjedliśmy obfite śniadanie i ruszyliśmy po kolejną przygodę. Przejechaliśmy na przystań, gdzie czekał na nas uroczy stateczek, którym odbyliśmy sześciokilometrowy rejs po Zalewie Solińskim. Teraz to naprawdę można było do woli napatrzeć się na piękno bieszczadzkiej przyrody. Wokół tylko woda, góry, las.

bieszczady2016_4.JPG - 124.99 KB

Kiedy wyszliśmy już na suchy ląd, dostaliśmy kilkanaście minut, aby zaopatrzyć się w picie, coś słodkiego, założyć dobre buty i ciepłe bluzy, ponieważ przed nami była wędrówka na Połoninę Wetlińską. Trasa wydawała się łagodna i nietrudna, ale już na szczycie, na wysokości 1228 m n.p.m., naprawdę dało się odczuć, że jesteśmy w górach.

bieszczady2016_5.jpg - 94.19 KB

bieszczady2016_6.jpg - 89.83 KB

Kiedy zeszliśmy z góry, byliśmy tak ubłoceni, że większość musiała zmienić buty, a niektórzy nawet spodnie. Chwilkę ochłonęliśmy i zaczął się powrót do domu. Niedaleko Sanoka zatrzymaliśmy się na obiad, pożegnaliśmy się z naszym przewodnikiem, w Krośnie mieliśmy chwilkę na deser w ulubionej restauracji wszystkich dzieci. Późnym wieczorem pod szkołą nasza wyprawa dobiegła końca, a dzieci wpadły w ramiona stęsknionych rodziców. To które góry następne?

Katarzyna Rusak-Szumilas
czerwiec 2016

Przejdź do góry
Our website is protected by DMC Firewall!