Odwiedza nas 18 gości oraz 0 użytkowników.

Ósme klasy na wycieczce w Auschwitz

W piątek 22 marca uczniowie ósmych klas wyruszyli na zaplanowaną wycieczkę do Pszczyny i Oświęcimia.

W Pszczynie zwiedziliśmy uroczy rynek typowy dla śląskiego miasteczka, pełen kolorowych kamieniczek i z ławeczką, na której siedzi, oczekując turystów, księżna Daisy, jedna z Pań na pszczyńskim zamku. Ów zamek był drugim punktem pszczyńskiego zwiedzania. Pierwotna rezydencja powstała w XI wieku, ale zamek był wielokrotnie przebudowywany, aż osiągnął obecny, monumentalny i przepiękny kształt neobarokowy. Od przewodniczki dowiedzieliśmy się, że niemal wszystkie elementy wyposażenia zamku są oryginalne, ponieważ zamek nigdy nie został zniszczony. Promnitz, Anhalt-Köthen-Pless, Hochberg von Pless, to rody książąt niemieckich, które żyły na zamku w Pszczynie. Spacerowaliśmy po zamku, słuchając opowieści o historii śląska, mieszkańcach zamku i podziwiając przepiękne wnętrza.

oswiecim2019_1.jpg - 91.52 KB

oswiecim2019_2.jpg - 96.73 KB

Z Pszczyny ruszyliśmy do Oświęcimia, gdzie czekała nas długa, ponad trzygodzinna wędrówka po niezwykłym miejscu pamięci – Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Wzruszającą relację z tej części wycieczki napisał Kamil Kumor, uczeń kl. VIII a.

Katarzyna Rusak-Szumilas

Nieludzki świat… Dlaczego miejsca pamięci są tak ważne?

Jako uczeń klasy VIII Publicznej Szkoły Podstawowej nr 2 w Busku-Zdroju miałem okazję wraz z moimi kolegami i wychowawcami odbyć wycieczkę do Auschwitz-Birkenau. Myślę, że warto podzielić się wrażeniami z tej podróży przybliżającej nam miejsca, w których została dokonana jedna z najokrutniejszych zbrodni w dziejach ludzkości.

Wyruszyliśmy autokarem rankiem 22 marca 2019 roku sprzed szkoły. Na początku atmosfera jak zawsze – wesoła, bo przecież dzięki wyjazdowi nie ma zajęć w szkole. Zresztą, mało kto zdawał sobie w pełni sprawę z celu wycieczki. Oczywiście wiadomo było, że chodzi o obóz w Oświęcimiu, ale wydawał się on bardzo odległy fizycznie (ponad 150 kilometrów!) i psychicznie (bo od II wojny światowej minęło prawie 80 lat).

Oświęcim. Miasteczko na granicy Małopolski i Śląska. Położone na uboczu, z daleka od wielkich traktów. Osiemdziesiąt lat temu żaden z mieszkańców nie spodziewał się pewnie, jaka rozegra się tu tragedia. W 1939 r. do miasta wkraczają wojska niemieckie – polski Oświęcim staje się niemieckim Auschwitz. Na początku 1940 r. w dawnych koszarach WP zaczyna się ruch. Coś budują, przerabiają, wysiedlają paru okolicznych mieszkańców. Wzdłuż dawnych koszar pojawia się ogrodzenie z drutu kolczastego, a nad bramą napis „Arbeit macht frei”. „Praca czyni wolnym”. Jak się później okaże – okrutna ironia. Dnia czternastego czerwca 1940 r. przez bramę wchodzą pierwsi więźniowie.

Teraz tę samą bramę przekraczamy my. Sam obóz wygląda niepozornie – ot, parę baraków drewnianych i kilka murowanych. Przy jednym z nich szubienica. Na niej, z rozkazu komendanta-założyciela, powieszono niegdyś dwunastu więźniów – ofiara za ucieczkę ich czterech kolegów.

Rudolf Höß. Jeden z pomysłodawców i pierwszy komendant KL Auschwitz. Wsławiony okrucieństwem wobec więźniów. Ale równocześnie mąż i ojciec. Gdy więźniowie marli z wycieńczenia, za ogrodzeniem dzieci komendanta bawiły się na podwórku. Höß lubił wieszać więźniów. Schwytany w 1946 r. i skazany w Warszawie na śmierć. Kolejna ironia: zginął powieszony w swoim obozie. Jego szubienica stoi do dziś.

Kolejny punkt wycieczki to blok z rysunkami byłego więźnia. Codzienność obozowa – pobudka, kolejka po jedzenie, wymarsz do pracy i powrót z niej. Najwięcej emocji wzbudził ostatni szkic: zmęczeni nieludzko ludzie wchodzą do obozu, niektórzy niosą martwych towarzyszy. Wita ich radosny akompaniament obozowej orkiestry.

Na korytarzu czekał nas inny, okropniejszy widok. Na ścianach rozwieszono zdjęcia więźniów z podanymi datami przyjazdu do obozu i śmierci. Wynikało z nich, że najsilniejsi mogli przetrwać maksymalnie dziesięć miesięcy. Tym bardziej przerażał fakt, że, mimo tak ogromnej śmiertelności, obóz ciągle był przepełniony. A zawody tych ofiar! Różne! Od robotników polowych po lekarzy, od działaczy społecznych do szeregowych urzędników, od Żydów do Romów. A to tylko część ofiar. Niektórzy nie przechodzą nawet selekcji – spod bramy idą do gazu lub na rozstrzelanie.

Kolejna sala w następnym baraku – i kolejne świadectwo tragedii. Resztki walizek (wszystkie podpisane!), garnków, miednic, okularów, buty (czterdzieści tysięcy par!). Wszystko, co ludzie brali, gdy oznajmiano im, że idą na osiedlenie do niemieckich wsi. Ale wsi nie było, tylko brama, baraki, praca ponad siły i głód. Bagaże odbierano i przeszukiwano. Wszystko, co znaleziono, wysyłano do Rzeszy. Resztki tych rzeczy pozostały w Auschwitz po ucieczce nazistów.

Następny był blok jedenasty – więzienie. To tu wykonywano nieludzkie kary. W jednej z cel – głodowej, w 1942 r. oddał za innego więźnia życie o. Maksymilian Kolbe. Gdy po dwóch tygodniach Niemcy otworzyli jego celę, ciągle żył. Dobito go zastrzykiem z fenolu. Tak skończyło wielu przed nim i wielu po nim.

Ostatnim miejscem w Auschwitz I jest bunkier, do którego trzeciego września 1941 roku Niemcy wtłoczyli 850 jeńców radzieckich i więźniów, po czym użyli cyklonu B. Za małej dawki, bo kilka godzin później niektórzy wciąż ginęli w męczarniach. Ale to tutaj przetarto szlak masowej zagłady.

Na tym skończyła się wizyta w najstarszej części obozu. Wszyscy byliśmy wstrząśnięci. Przyznam, że czułem ulgę, oddalając się od bramy. Pomyślałem o ludziach, którzy osiemdziesiąt lat temu wchodzili za bramę z szyderczym napisem, ale, w przeciwieństwie do nas, zostali tam na zawsze.

oswiecim2019_3.jpg - 89.42 KB

oswiecim2019_4.jpg - 107.75 KB

oswiecim2019_5.jpg - 112.09 KB

Teraz czekał nas przejazd do drugiej części obozu – Birkenau, podobozu typowo już nastawionego na zabijanie.

Koniec lutego 1941 roku. Do Auschwitz przyjeżdża na inspekcję Heinrich Himmler – drugi człowiek w Rzeszy. Widząc przepełnienie obozu, rozkazuje rozbudowę. Niemcy wysiedlają wieś Brzezinka i w szczerym polu rozpoczynają budowę Auschwitz II. Tory kolejowe prowadzą do monumentalnej bramy, dalej na peron. Po obu ich stronach znajdują się strefy zamieszkania więźniów. Przy końcu torów i w lasku stanęły krematoria i komory gazowe.

Dzisiaj to tylko ruiny. Baraki i trzy krematoria zniszczyli Niemcy, jedno w samobójczej próbie ucieczki obrzucili granatami więźniowie. Ostały się tylko dawne stajnie, w których potem były pomieszczenia sanitarne i prycze.

Przeraziła mnie myśl o ludziach, którzy przyjeżdżali tymi torami, wysiadali na tym peronie, i byli informowani o konieczności pójścia do łaźni. Ale łaźnia nie była łaźnią, tylko komorą gazową. To piekło również się skończyło, ale dopiero w 1945 r., po śmierci około miliona ludzi.

Armia Czerwona wyzwoliła Auschwitz, a w nim siedem i pół tysiąca więźniów. Niemcy pognali innych pieszo do Rzeszy. Ci, co nie mogli iść, mieli zostać zlikwidowani przez ostatnich esesmanów, ale Niemcy uciekli, nie wykonawszy rozkazu.

oswiecim2019_6.jpg - 69.23 KB

Nasza wycieczka w tym momencie dobiegła końca. Do domów wracaliśmy przygnębieni. Aż do dzisiaj, gdy piszę te słowa, zastanawiam się, jak daleko może się posunąć człowiek zaślepiony fanatyzmem i wywyższający się ponad innych. Jak widać, nawet do ludobójstwa. Obowiązkiem naszym jest pod żadnym pozorem nie dopuścić do powtórzenia się sytuacji z czasów Rzeszy Niemieckiej. Musimy kultywować pamięć o Holokauście i jego ofiarach.

Kamil Kumor, kl. VIII a

Przejdź do góry
DMC Firewall is a Joomla Security extension!