Odwiedza nas 8 gości oraz 0 użytkowników.

Walentynkowe… śluby panieńskie

Komedia Aleksandra Fredry „Śluby panieńskie, czyli magnetyzm serca”, którą uczniowie klasy VII b obejrzeli w Teatrze im. Solskiego w Tarnowie, idealnie wkomponowuje się w tematykę walentynkową, gdyż porusza problem miłości i małżeństwa. Wciąż aktualna opowieść bawi do łez i obnaża niezmienność ludzkich postaw w obliczu porywów serca.

Widzowie mieli przyjemność obejrzenia sztuki w oryginalnej odsłonie, za którą stoi sam reżyser Wojciech Malajkat. Fredrowską komedię zbliżył do farsy, a jej bohaterów umieścił w bliżej nieokreślonym czasie i przestrzeni. Nie ujrzeliśmy więc dziewiętnastowiecznego dworku ani kontusza. Ale przecież miłosne perypetie to temat uniwersalny.

Na scenie było głośno, śmiesznie i szybko. To za sprawą inteligentnego fircyka Gustawa i jego intrygi udaje się nie tylko namówić panny do odstąpienia od panieńskich ślubów (i pozostania na zawsze pannami), ale też rozbudzić w nich płomienne uczucia.

W spektaklu występują wszystkie typy komizmu. Szczególnym sentymentem widownia obdarzyła płaczliwego Albina, który ronił łzy rozpaczy z powodu nieodwzajemnionych uczuć do… wiaderka. Bardzo zaskoczyły postacie Anieli i Klary. Pierwsza z nich została przedstawiona jako osoba dobroduszna, naiwna, a nawet głupiutka. Jej przeciwieństwem jest Klara – żywa, wyemancypowana, wrzaskliwa.

Nowatorski charakter nadała sztuce muzyka bardzo niepolska, z amerykańsko-meksykańskiego filmu „Dzieci Sancheza”. W spokojniejszych odsłonach słyszeliśmy „Serenadę elżbietańską”. Zaskoczeniem był filmowy finał z przewrotnym przesłaniem.

Wojciech Malajkat, bez wątpienia, oddał ducha Fredrowskiej wizji świata i… cudownie rozbawił widzów w teatrze. A więc najważniejszy cel został osiągnięty.

Ewa Gunia

Przejdź do góry
Our website is protected by DMC Firewall!